Pokerowe CV - droga z Play Money do NL2000
Chora Uzja, Jan 18 2012
Nie wiem, czy to ma sens, ale dostałem weny i postanowiłem coś o sobie napisać. Mam na imię nieważne. Pierwszy raz z Texas Hold'em zetknąłem się w 2007 roku. Wcześniej poker kojarzył mi się z pięciokartową odmianą i hazardem. Znałem się wtedy z Gomore i pośrednio przez niego zacząłęm grać.
Nie miałem pojęcia o grze i na początek postanowiłem poszukać bota, który zarabiałby za mnie. Znalazłem jakiś lipny PartyTool. Darmowa była wersja do Play Money i tam owszem bot wygrywał. Po jakimś czasie wpłaciłem do roomu kilkadziesiąt pln-ów i scrackowałem tego bota do gry na Real Money, wystarczyło zmienić 1 bit. Niestety tutaj bot kompletnie się nie sprawdził i wtapiał kasę.
Szybko zraziłem się do gry i znowu o pokerze myślałem jak o hazardzie. Przez niecały rok sporadycznie grałem SnG Play Money i tam mi jako tako szło, mimo że byłem totalnym fishem. Pamiętam, że na buttonie limpowałem każdą rękę, która potencjalnie mogła flopnąć streight'a. Zawsze gubiłem się, kiedy dochodziło do fazy HU, za słabo grałem i budziłem się dopiero jak zostawało mi parę bb. Raz też byłem świadkiem, jak ktoś został z 1 żetonem (2000 startowe), a potem ciągle double-up'ował i wygrał turniej. To był jedyny okres, w którym czerpałem przyjemność z gry.
2008
Na początku roku, szperając po pokerowych stronach zauważyłem, że niektórzy ludzie naprawdę miesiąc po miesiącu sporo wygrywają. Przekonało mnie to, że jednak poker to nie hazard, ale gra umiejętności. Postanowiłem, że zostanę profesjonalnym graczem. Powoli zbliżałem się do końca studiów i wizja pracy 8 godzin, 5 dni tygodniu za grosze nie wydawała mi się zachęcająca, tym bardziej po zobaczeniu wyników niektórych wymiataczy.
Jestem jednak w miarę poukładanym człowiekiem i nie chciałem, żeby z powodu pokera odstawić studia gdzieś na drugi plan. Byłem na przedostatnim roku i postanowiłem, że najpierw muszę napisać magisterkę (udało się w miesiąc) i zaliczyć rok. Wiedziałem, że ostatni rok na moim kierunku będzie bardzo lajtowy i będę miał sporo czasu na grę.
Zacząłem na poważnie grę w czerwcu. Kilka dni grałem SnG. Przepaść pomiędzy Play i Real Money była ogromna, przegrywałem. Nie podobało mi się, że ludzie tak często foldują, mało limpują i głównie raisują. Znowu się zraziłem.
Przerzuciłem się na cashe. Zacząłem od LHE full ring. I tutaj nie zagrzałem zbyt długo. Ciągłe minraisy mnie zaczęły wkurzać. Pamiętam jak raz trafiłem fulla z QQ. Była wojna instaminraisów i tak szybko klikałem, że przez przypadek sfoldowałem. To był gwóźdź do trumny.
W końcu zacząłem przygodę z No-Limit. Wbiłem na najniższe wtedy stawki NL5 full ring. Tak jak w poprzednich przypadkach, i tutaj grałem słabo, bardzo fishowato i przegrywałem. Chwilowo też grałem SS, ale nie podobało mi się to. Punktem przełomowym było przeczytanie artykułu o c-betach i set miningu. Nareszcie stałem się wygrywającym graczem.
Grałem wtedy codziennie od rana do nocy na 1 stole. W przerwach pomiędzy kolejnymi foldami czytałem dużo artykułów i książek. Nadal byłem z obecnego punktu widzenia fishem, więcej limpowałem niż raisowałem, ale wystarczało to do ogrywania jeszcze większych fishów.
W październiku w końcu dotarłem do NL10. Wtedy mój BRM to było jeszcze 20 BI na wejście wyżej i 5 BI stop loss = zejście niżej. Poziom zbytnio nie odbiegał tam od NL5, moje umiejętności rosły i zbytnich problemów nie miałem. Zwiększyłem też liczbę stołów do 2ch.
Pod koniec tego samego miesiąca miałem na studiach tygodniowy wyjazd, taką krótkoterminową wymianę. Jak to zwykle bywa, tam gdzie są studenci, tam jest impreza. Normalnie nie piję alkoholu prawie wcale, a tam piliśmy codziennie. Po powrocie przez parę dni jeszcze źle się czułem.
Wtedy też stwierdziłem, że alkohol rzeczywiście musi zabijać szare komórki, bo zaczęło mi źle iść w pokera. Można powiedzieć, że to był mój pierwszy downswing, chociaż teraz patrząc na wykres z tamtego okresu, w sumie byłem break-even.
W listopadzie ogarnąłem się i szybko doszedłem do NL25. To był kolejny szok, bo zmieniłem stoliki z full ring na 6max. Zmieniłem zasady BRM z 20BI na 25BI, stop loss bez zmian. Gra była niesamowicie bardziej agresywna i trudno było mi się dostosować. Ciągle jeszcze trochę limpowałem i robiłem mało 3betów. Prawie doszedłem już do stop loss i w ostatniej chwili uratował mnie chyba jakiś multiway all-in, gdzie miałem KK, nikt nie pokazał AA i moja ręka wytrzymała.
Udało mi się zaaklimatyzować na 6max, grałem już o wiele agresywniej niż na FR. W grudniu wbiłem na NL50 jakoś przed świętami. Pewnie z powodu okresu świątecznego było o wiele więcej fishów niż zwykle (i/albo regów mniej) i szło mi świetnie. To był mój pierwszy 4-cyfrowy miesiąc i miałem wielkie nadzieje na następny rok.
Wyniki:


2009
Styczeń to kolejny "downswing". Fishów ubyło, regów przybyło i grało się bardzo ciężko. Nie limpowałem już wcale, stałem się prawie TAG-iem, ciągle jeszcze mało 3betowałem, z blindów grałem pasywnie. Zwiększyłem liczbę stołów do 3ch. Zacząłem odczuwać potrzebę znalezienia miejsca z większą ilością fishów.
W tamtym czasie jeszcze działała strona, która prowadziła statystyki wszystkich większych roomów. Dla każdych stawek były podane takie statystyki, jak Flop seen % i Average pot size. Mój room w tych zestawieniach wypadał źle. Postanowiłem przesiąść się tam, gdzie statystyki pokazywały najwięcej fishów. Gram tam do dzisiaj.
Na początku nie wiedziałem co to rb i zarejestrowałem się bez żadnego deala. Program lojalnościowy w nowym roomie był tragiczny - 2% rb niezależnie od niczego. Wyrobiłem tam tylko pierwszy bonus i przeniosłem się do innego roomu w tej samej sieci, ale już z 30% rb.
Fishów było bez porównania więcej. Mimo to od lutego do kwietnia potrzebowałem kilku shotów, aby na dobre wejść na NL100. Zwiększyłem liczbę stołów do 4ch. W sumie grałem tam tylko przez miesiąc, bo w maju już wstrzeliłem się w NL200.
Od razu trafiłem na mega heatera. 2 tygodnie później robiłem shota na NL400. Niestety mimo heatera grałem tak słabo, że mój roll wytrzymał tam kilka godzin. Do końca maja siedziałem na NL200 i kontynuowałem suckouty.
W czerwcu upswing się skończył. Wraz z negatywną wariancją przyszedł tilt, narobiłem milion błędów i pod koniec miesiąca byłem z powrotem na NL100. To był drugi w kolejności najgorszy miesiąc w karierze, stratny. I to wszystko pomimo zmiany starego programu lojalnościowego 2% na obecny 2%-36%.
W tym punkcie kompletnie przestałem grać, bo nadchodziła obrona pracy magisterskiej i musiałem się na tym skupić. Obrona poszła bez problemu i z okazji zakończenia edukacji zrobiłem sobie urlop od pokera do sierpnia.
W końcu wróciłem do gry na NL100. Postanowiłem zdecydowanie zmienić mój styl. Kompletnie skończyłem robienie callów OOP. Była zasada 3bet or fold. Obecnie robię trochę callów OOP, ale ciągle dominuje 3bet.
Również stopniowo otwierałem luźniej z każdej pozycji i do gry zacząłem wykorzystywać statystykę, np. jeśli ktoś wystarczająco często foldował do steala, to robiłem steale 100%, podobnie cbety.
We wrześniu było parę prób powrotu na NL200, nieudanych. Dopiero udało mi się to w listopadzie i od tamtej pory nie gram już niżej.
W tym samym miesiącu trafił mi się kolejny heater. Wbiłem na NL400 i NL600. Ze względu na mały traffic na tych stawkach musiałem zawsze grać równolegle NL200, co trwa do dzisiaj. Jakoś nigdy mi się nie chciało grać na wielu roomach jednocześnie.
Gdzieś w międzyczasie zrobiłem eksperyment z grą w kompletnie innym roomie, jednak soft był tragiczny i podziękowałem.
Również pograłem miesiąc na innym roomie w tej samej sieci, pewien exploit w sofcie pozwalał na praktycznie nieograniczony rb, ale szybko się zorientowali i załatali dziurę. Wróciłem na chwilę na stare śmieci, ale szybko potem znalazłem lepszy rb (40%) i tam się przeniosłem, na tym koncie gram do dzisiaj.
W grudniu kontynuowałem naparzanie NL200-600 z dobrymi wynikami. Popełniłem jednak pewien błąd. Wiedząc, ile fishów było rok wcześniej, postanowiłem cały okres świąteczny spędzić przy stolikach. Niestety nie poradziłem sobie ze stresem, jaki powodował mój agresywny styl. Co innego spokojnie grać 2 stoły FR, a co innego 4 stoły 6max jako LAG. W zasadzie jak tylko zaczynałem kolejny dzień, to już byłem stiltowany. Mimo to jakoś udało mi się zamknąć miesiąc na sporym plusie.
Ogólnie byłem bardzo zadowolony z rocznych wyników, ale jednocześnie wiedziałem, że granie kilkunastu dni pod rząd nie wchodzi już w rachubę.
Wyniki:


2010
W styczniu, pomimo odpowiedniego rolla na wyższe stawki, postanowiłem posiedzieć trochę na NL200, żeby nieco ochłonąć. Zmieniłem też strategię co do sesji pokerowych. Wcześniej grałem wiele dni pod rząd i potem robiłem sobie kilka(naście) dni przerwy. Teraz postanowiłem, że będę grał w każdy weekend, a od poniedziałku do czwartku przerwa. Dzięki graniu tylko w weekendy trafiałem na więcej fishów, a stały, regularny tryb pracy pozwalał na lepszy odpoczynek pomiędzy kolejnymi bataliami.
Zacząłem też intensywnie korzystać z filtrów w HEM'ie. Znalazłem wiele rąk, które przynosiły duże straty i wycinałem je z moich zasięgów. Stopniowo grałem coraz mniej luźno.
Wariancja od początku roku była dla mnie strasznie nieprzychylna. Pomimo dobrej gry, leciałem strasznie poniżej EV. W lutym i marcu musiałem nawet porzucić NL600 z tego powodu. Mimo wszystko nie poddawałem się i grałem najlepiej, jak tylko potrafiłem.
W kwietniu wróciłem na NL600, a w czerwcu zacząłem pierwsze shoty na NL1000. Nie były udane. Jednocześnie z powodu ciągłego wycinania stratnych rąk byłem już prawie nitem. Zdecydowanie nie lubię foldować, dlatego pewnej nocy wkurzyłem się i postanowiłem grać tak luźno, jak nigdy dotąd.
Nagła zmiana stylu była bardzo korzystna. W pewien lipcowy dzień zrobiłem kolejnego shota na NL1000 i zanotowałem pierwszą w życiu 5-cyfrową sesję, a w którymś momencie na jednym stole NL1000 miałem prawie 10BI. 3 wakacyjne miesiące były pod względem wyników cudowne.
We wrześniu w moim roomie były jakieś rake race'y. Każdy trwał od poniedziałku do piątku co tydzień. Wziąłem udział w jednym i skończyło się to bardzo źle, przypomniał mi się grudzień poprzedniego roku, zdecydowanie nie byłem w stanie grać 5 dni pod rząd.
Do końca roku wariancja ciągle dawała mi się we znaki. Ostatecznie 2010 zamknąłem 100BI poniżej EV. Mimo tego był to zyskowniejszy rok niż 2009.
Wyniki:


2011
W mojej sieci można było korzystać ze starszych wersji softu bez konieczności aktualizacji. Z tego też korzystałem ze względu na przyzwyczajenie. Moja wersja miała jednak pewien mankament - funkcja tile tables działała tylko dla max 4 stołów, każdy kolejny stół był ustawiany w kaskadę.
W styczniu chciałem spróbować gry na 6 stołach, ale ręczne ustawianie każdego stołu nie wchodziło w grę. Zainteresowałem się programem AutoHotKey. Po kilku dniach siedzenia w kodzie udało mi się napisać skrypt, który automatycznie układał 6 stołów nawet bez potrzeby wciskania przycisku tile tables. Przy okazji napisałem też funkcję automatycznego zamykania denerwujących pop-upów.
Przesiadkę na 6 stołów oceniam dobrze. Czerwona linia trochę ucierpiała, ale ogólnie godzinowy winrate zwiększył się. Przestałem też grać 3 dni w tygodniu, grałem tylko 2, poza jednym specjalnym weekendem w miesiącu. Mimo tego ilość rozdań w miesiącu zwiększyła się.
W lutym wbiłem na NL2000. Z nowymi stawkami nie było żadnych problemów. Przeciwnicy praktycznie ci sami, co na NL600-1000. Szło mi nawet lepiej niż na niższych stawkach. Jednym z powodów było pewnie lepsze trafianie kart. Jednak myślę, że znaczenie też ma to, że nigdy nie grałem scared money, a wydaje się, że większość regów, którzy wpadali na te stawki tylko na chwilę z okazji jakiegoś megafisha, grali właśnie scared money. Było to widać po mojej czerwonej linii.
Grając tyle stawek na raz, zacząłem traktować NL200 (na którym ciągle wyrabiałem najwięcej rozdań) po macoszemu. Nie przykładałem dużej uwagi do gry, bardziej koncentrując się na wyższych stawkach. Dobrze widać to na wykresie w bb, gdzie przez 6 miesięcy byłem w zasadzie rb pro, chociaż w $ wykres szedł w górę.
W czerwcu dostałem od roomu specjalną ofertę bonusa równego dodatkowym 10% rb do wyrobienia w 3 miesiące. Wymagało to jednak dużego poświęcenia i grania o wiele więcej niż normalnie. To był mój jedyny miesiąc, kiedy przekroczyłem 100k rozdań. Niestety wyniki nie były równie wysokie. Zbyt częste granie powodowało zmęczenie, frustrację, tilt i wiele błędów.
Na szczęście w porę otrząsnąłem się i powróciłem do solidnej gry, co zaowocowało świetnymi wynikami przez kolejne parę miesięcy.
W listopadzie moja sieć, żeby wymusić aktualizację softu, wprowadziła dla mojej wersji limit 4 stołów. Musiałem przesiąść się na nową wersję. Po niemal 2 latach bardzo trudno było się przyzwyczaić. Spędziłem kilkanaście dni, żeby ten POS w ogóle nadawał się do gry. Przy okazji nauczyłem się pisać lepsze skrypty w AutoHotKey, dodałem nowe funkcje (np. automatyczny buyin), więc chociaż jedna korzyść z tego była. Nawet przez chwilę myślałem o zrobieniu takiego pół-bota, który by za mnie foldował ręce preflop, ale ostatecznie z tego zrezygnowałem, przynajmniej na razie.
Niestety nie był to koniec atrakcji w tym miesiącu. Zachciało mi się grać jeszcze bardziej LAG-owato. Zakończyło się to tragicznie. Równolegle do fatalnych wyników, wariancja dołożyła drugie tyle strat i w kilka dni wtopiłem 60BI. Nie życzę nikomu (poza paroma regami w mojej sieci) podobnych doświadczeń. O tyle dobrze, że większość strat była na NL200 i nie musiałem nawet rezygnować z NL2000, choć było już blisko.
Znowu zacząłem spędzać więcej czasu z filtrami w HEM'ie, mając jednocześnie na uwadze, że nie mogę grać jak nit. Dzięki załataniu wielu leaków grudzień zamknąłem najlepszym wynikiem w EV w życiu. Również rok mogłem zaliczyć do najlepszych w karierze.
Wyniki:


2012
Rok dopiero się zaczął. Nie ma o czym pisać. Nie lubię robić noworocznych postanowień. Mam nadzieję, że obecny rok skończę z wynikiem przynajmniej takim jak w 2011. Chciałbym wbić na NL5000, chociaż w mojej sieci tak mało dzieje się na tych stawkach, że nawet jeśli tam dotrę, to 1k rozdań będzie sukcesem.
Muszę też grać w bardziej zdyscyplinowany sposób. W poprzednim roku zbyt wiele czasu przeleniuchowałem na zasadzie "fajnie mi dzisiaj idzie, dużo wygrałem, więc robię przerwę do następnego weekendu". Powinienem grać zawsze tyle, ile sobie wcześniej zaplanuję (czasowo), niezależnie od wyników.
Każdemu, kto dotrwał aż tutaj, czytając mój pierwszy wpis, życzę GL in 2012!
|